W trakcie ostatniej dłuższej wyprawy byłam gościem Doroty i Marcina, którzy ugościli mnie różnymi własnoręcznie przygotowanymi daniami. Dziś mam dla Gości Karuzeli zdrowia dwa przepisy właśnie w ich wykonaniu.
W wykonaniu Doroty na stole pojawił się pasztet wegeteriański, który były tak dobry w smaku, że w pierwszym momencie można stwierdzić, że to tradycyjny pasztet mięsny. Pasztet z mojej perspektywy jest bardzo fajnym zamiennikiem dań mięsnych, a oprócz pieczarek można wykorzystać do jego wykonania inne grzyby, a nawet wymieszać naraz kilka różnych odmian.

Składniki:
– 3 jajka
– 3 kromki chleba białego, tostowego (ok. 100 g)
– 200 g cebuli, pokrojonej w ćwiartki
– 30 g oleju słonecznikowego
– 300 g pieczarek, pokrojonych w ćwiartki
– 1 łyżeczka soli
– ½ łyżeczki pieprzu czarnego, mielonego
– 2 gałązki tymianku, świeżego, tylko liście
Wartości odżywcze na 1 porcję: Kalorie 621 kJ /148 kcal; Białko 6.3 g; Węglowodany 13.5 g; Tłuszcz 8.5 g; Błonnik 1.9 g.
Sposób przygotowania:
W misce roztrzepać jajka, namoczyć w nich kromki chleba tostowego, odstawić.
Do naczynia miksującego włożyć cebulę, rozdrobnić. Cebulę zgarnąć kopystką ze ścianek na dno naczynia miksującego. Dodać olej i pieczarki, dusić do miekkości. Do naczynia miksującego dodać namoczony w jajku chleb, sól, pieprz i tymianek, wymieszać. Powyższy sposób przygotowania uwzględnia posiadanie odpowiedniego robota kuchennego. Jednakże wystarczy dobry mikser, który rozdrobni dobrze składnik, a pieczarki i cebulę można udusić na patelni.
Rozgrzać piekarnik do temp. 220°C. Powstałą masę przełożyć do formy keksowej (dł. ok. 31 cm), powierzchnię pasztetu wygładzić kopystką. Piec 20 min (220°C). Przed podaniem odstawić na ok. 2 godz. do całkowitego ostudzenia. Pasztet pieczarkowy podawać jako dodatek do pieczywa.

Składniki i przygotowanie chleba przez Marcina.
Nie będę ukrywać, że poniższy opis był głównie dziełem Marcina, który nieco tylko został dopasowany do całości, jestem przekonana, że czuć inny odbiór tego opisu.
Zakwas, który, jak wiadomo, jest tu podstawą trzyma się w lodowce i dokarmia, co jakieś 3 dni, najlepsza jest mąka żytnia gruba (2000). Pieczenie chleba i dbanie o zakwas jest bardzo intuicyjne, na oko. Zaczynamy wyjmując zakwas z lodówki (trzymamy go w słoiku, niezakręcony), wrzucamy go do miski, dosypujemy sporo mąki i dolewamy wody – zwiększając objętość całości mniej więcej dwukrotnie. Mieszamy starannie. Odstawiamy w chłodnym miejscu na jakieś 8 godzin. Masa powinna nieco urosnąć, mieć konsystencje gąbczasta. Mniej więcej 1/3 zakwasu odkładamy z powrotem do słoika i lodówki na zaś.
Do pozostałej masy dodajemy sporo mąki – może być pszenna do domowego chleba (chleb wychodzi łagodniejszy niż na czystej żytniej), bądź 7 zbóż, bądź żytnia 700. Można pomieszać, różne mąki, które macie w domu. Do tego dwie łyżeczki soli, i hojnie jakichś ziaren: siemię lniane i czarnuszka (ulubione Marcina), sezam, nasiona słonecznika, nawet dyni (choć z nimi trzeba uważać, bo jednak są dość duże i twarde), kminek. Można dorzucić trochę ziół (mieszane, prowansalskie, oregano – co kto lubi). Mieszamy starannie na jednolitą masę, dolewając wody wg potrzeby. Trzeba uważać, żeby z tą wodą nie przesadzić – masa powinna być półpłynna, ale nie nazbyt płynna. Masę przelewamy do formy na chleb metalowej lub szklanej, wykładając ją uprzednio pergaminem do pieczenia, co zapobiega przyklejaniu się ciasta do ścianek (nie jest to potrzebne, jeśli ktoś dysponuje odpowiednio dużą formą silikonową). Oczywiście takiej płynnej masy nie pieczemy od razu – niech fermentuje przez kolejne 8 godzin! Więc mamy dwa etapy fermentowania: zaczynu, i ostatecznej masy. Pierwotnie Marcin fermentował tylko raz ostateczną masę, ale wtedy chleb wychodził mniej puszysty.
Przy przekładaniu półpłynnej masy do foremki z pergaminem trzeba uważać z ilością. To ciasto przecież trochę urośnie – nie tak jak drożdżowe, ale jednak. Nie raz zdarzyło się Marcinowi przełożyć zbyt wiele masy i rano po 7-8 godzinach, gdy chciał przystąpić do pieczenia zobaczył, że ciasto wykipiało.
Pieczemy – jakąś godzinę – godzinę dziesięć w 180 stopniach, najlepiej z termoobiegiem. Dzielimy pieczenie na 2 etapy:
– po jakiś 50 minutach wyjmujemy chleb z pieca i z formy, odklejając delikatnie pergamin,
– w drugim etapie 'nagie’ ciasto wsadzamy z powrotem do formeki na dopieczenie.
W ten sposób ciasto traci nadmiar wody (przynajmniej taka jest teoria Marcina) – no i można sprawdzić, jak przebiega pieczenie, jeśli pergamin nie chce się odkleić od chleba to oznacza, że jest surowe i trzeba piec dłużej. Przepis można modyfikować dowolnie wg smakowych preferencji, niektórzy zamiast wody dolewają piwa – Marcin gorąco poleca również taką wersje!


Czemu więc wpis nazywa się Przeciwieństwa? Dlatego iż Dorota i Marcin to dla mnie idealny przykład przeciwieństw, które idealnie się uzupełniają w ten sposób tworząc super związek i w życiu i na talerzu. Chciałoby się powiedzieć jak Ogień i Woda, bez których życie na ziemi by nie przetrwało. Dziękuję za taką ucztę smaków kulinarnych i nie tylko wszak życie bez różnych smaczków nie miałoby kolorów 🙂


