Wolność to słowo ciągle mi chodzi po głowie patrząc na wydarzenia ostatnich tygodni na świecie. To jedna z podstawowych wartości, którą cenią wszyscy ludzie i o nią walczą. Każda struktura polityczna, czy grupa społeczna w momencie ograniczenia wolności swoich członków jest skazana na niechybny upadek, gdyż wolność wyboru to najcenniejsza cecha cywilizowanego świata.
Zdecydowanie jeden, malutki wirusik odebrał ludzkości wolność wyboru, wszyscy muszą się podporządkować, albo wygramy tę walkę jako gatunek albo ludzkość zmieni się nie do poznania. To kolejny moment w historii ludzkości, który przyniesie nieodwracalne zmiany. Kryzys gospodarczy, który nastąpi będzie tylko jednym z problemów, który przy normalnie działające gospodarce i ciężkiej pracy z czasem uda się pokonać, wszak „popytu i podaży” nie da się oszukać to prawie jak powiedzenie „śmierć i podatki”. Jak zmienimy się jako ludzie to dopiero czas pokaże. Czy kontakty między ludzkie nabiorą innej jakości. Czy podróżowanie i globalizacja będzie wartością, a nie tylko pogonią za rozwojem i gromadzeniem doświadczeń. Wszystkie stwierdzenia, które teraz się słyszy, np.: ludzie nie wytrzymają w domach albo wszystko wróci do tego co było, bo przecież zawsze tak było, trudnych wydarzeń wszak historii nie brakuje, na ten moment nie mają żadnego poparcie w rzeczywistości, bo nikt nie wiem kiedy się to skończy, a pewne jest że będzie kolejna fala. Niepewność i troska o jutro jest olbrzymia.
#zostańwdomu albo #bądźmyrazemwdomu to główne hasła, zróbcie to na co nie macie zwykle czasu. To nie do końca prawda, a wręcz przeciwnie totalnie czasu, bo trzeba się zająć pracą zdalną, dziećmi i ich nauką, zmienić logistykę życia np. robienia zakupów, gotowania, ubierania. Do tego ciągły stres czy się zarazimy, czy nie przenieśliśmy gdzieś na ubraniach wirusa.
Nie ukrywam, że też mnie dopadł w ten stres. Moim głównym problemem jest transport, pierwszy raz w życiu żałuję, że nie mam auta. Być może to moment w moim życiu, że muszę się zastanowić czy nie kupić samochodu, chociaż na ten moment pomysł nie do zrealizowania, ale wpisany na bucket list. To teraz mnie przeszył dreszcz, zajrzyjcie na swoje bucket list, zwykle się myśli: kiedyś na pewno to zrealizuje, ale dziś mam wątpliwości czy będą takie możliwości.
Szukając sposobu jak przetrwać ten najgorszy czas, znalazłam takie rozwiązanie „Tu i Teraz”, czyli skupienie maksymalnie uwagi na czynności, którą wykonuję w danej chwili. To bardzo odstresowuje mózg, który nie musi selekcjonować informacji, skupia się na jednej czynności. Okazało się, że bardzo dobrze pracuje mi się zdalnie, choć miałam spore wątpliwości, jednak rozwój technologiczny daje teraz ogromne możliwości. Pozostaje czas wolny, który trzeba zorganizować inaczej. Ja staram się wybierać czynności nie te, na które nigdy nie miałam czasu, tylko te które lubię dodając im nieco nowości. Wiecie, że uwielbiam gotować, ale pieczeniem ciast zajmuję się okazjonalnie. Postanowiła jednak spróbować upiec chleb, co okazało się teraz bardzo modne, bo mąka żytnia znikła ze sklepów. Mimo sporych obaw, bo zakwas potrzebuje ciepła, a w umiem jest raczej chłodno, stwierdziłam to tylko mąka, więc brak ryzyka, patrząc na obecne zagrożenia. Stało się oto jest mój pierwszy w życiu chleb, poniżej zdjęcia i przepis.

Chleb na zakwasie.
Pierwszy dzień robienia zakwasu, mieszamy:
1 szkl. mąki żytniej 750
1 szkl. letniej wody
proponuje słoik 2 litrowy, bo zakwas lubi urosną i wypłynąć.
Drugi do piątego dnia dodajemy raz dziennie do naszej masy:
40 gram mąki żytniej 750
40 mililitrów letniej wody
Piątego dnia schemat działa wymaga około 6 godzin.
Do zakwasu dodajemy:
1 szkl. mąki żytniej 750
1 szkl. letniej wody
odstawiam na około 1,5 godziny.

Następnie dzielimy masę. 1/3 odlewamy i chowamy do lodówki umożliwi nam to upieczenie kolejnego chleba. Do 2/3 masy dodajemy:
1 szkl. mąki żytniej 750
1 szkl. mąki pszennej chlebowej lub innej
½ szkl. otrębów bądź płatków owsianych
¼ szkl. słonecznika wymieszanego z siemię lnianym
1 szkl. letniej wody (regulujecie w swoim zakresie, ciasto nie powinno być ani za gęste, ani za rzadkie)
odstawiam na około 1,5 godziny.
Przygotowujemy foremkę – kreskówkę wyłożoną papierem, wlewamy do niej ciasto i odstawiam na około 2 godziny, następnie nagrzewamy piekarnik na 250 stopni. Gdy wkładamy ciasto zmniejszamy temperaturę do około 200 stopi, jeśli skórkę za bardzo spieka, to co około 20 minut polewamy wierzch wodą. Pieczemy około 1 godziny, aż drewniany kijek nie będzie się kleił, choć zaznaczam, że to jest ciężki, wilgotny chleb. Mi najbardziej smakuje na 3 dzień.

Z moich małych sekretów, dodałam odrobinę brązowego cukru i czerwone papryki dla koloru, oczywiście trochę soli. Ciasto najlepiej mieszać drewnianą łyżką i miska też niech nie będzie metalowa.
Zachęcam do pieczenia i szukania sposobów: na stres, na zmieniające się warunki, na ciągłe siedzenie w domu. Trzeba zająć się kondycją, żeby chociażby kręgosłupy nas nie bolały. Nam też nadzieję nie spędzić tego całego czasu w dresie, bo przestanę lubić moją ukochaną bluzę, więc może trzeba codziennie zakładać coś innego. Miejmy też nadzieją, że będziemy zdrowi i przypadków chorych będzie coraz mniej.

